Wieczór w biurze

Godzina dwudziesta trzydzieści w biurze. Za oknem jedynie pojedyncze światła z okien wieżowców rozświetlają krajobraz, z ledwością pozwalając rozróżnić kontury budynków. Wewnątrz tylko dwoje ludzi zostało.

Mężczyzna i kobieta.

On, w garniturze siedzi przy biurku, lekko zamyślony spogląda w monitor. Od czasu do czasu coś notuje na kartce papieru.
Ona, kilka metrów dalej klęczy na podłodze. Nago. Czeka. Od godziny.
Jej dłonie dotykają podłogi. Jej czoło również. Jej biodra są wysoko w górze. Pozycja pełnego poniżenia.
Podłoga ma matową fakturę. I jest ciepła, być może nagrzana jej ciałem.

Oddycha powoli, spokojnym, regularnym rytmem. To jak medytacja, trans, hipnoza.
Jej poczucie czasu ulega zniekształceniu. Przeżywa świadomie każdą chwilę.
To paradoks. Pozornie nie dzieje się nic. On nie zwraca na nią uwagi.
Ona, zgodnie z poleceniem, nie porusza się. Oddycha bardzo powoli, jak podczas głębokiego snu.

Jednak kiedy wszystkie powierzchowne bodźce uległy wyciszeniu, zaczyna zauważać przestrzeń w sobie samej, z której kiedyś nawet nie zdawała sobie sprawy.. przestrzeń tak głęboką i rozległą, że wszystkie doświadczenia dnia codziennego bledną przy niej, stają się nieistotne, nieistniejące.
Przestrzeń z której teraz wyłania się coś… pierwotnego, potężnego i zniewalającego. Nie chce już niczego innego w życiu, jak tylko tego doświadczać.

Pojedyncza chwila rozciąga się dla niej. Nie rozróżnia już między godziną a minutą. Jest jakby z boku strumienia zdarzeń.

tumblr_o2e2vf3TlX1r2k92so1_500Część jej umysłu wciąż potrafi układać wydarzenia w logicznym porządku. To zaczęło się dziś dwie godziny temu. Tuż przed tym, jak miała wyjść do domu, jej szef kazał jej wypełnić stertę formularzy – na teraz. Wiedziała że będzie musiała zostać w pracy do późna i doskonale wiedziała, co to oznacza. Właśnie wtedy zaczął się ten proces. Zaczęła odczuwać kontakt z tą zniewalającą siłą wewnątrz. Już wtedy, gdy linijka po linijce wypełniała formularze, obserwując i czekając, aż kolejne osoby wyjdą z biura, czuła jakby powietrze wszędzie wokół niej stawało się jakby gęstsze, jakby otaczała ją jakaś aura, zamieniająca wszystko w płynny i nierzeczywisty kisiel. Jedyna rzeczywistość, to to, co będzie się działo między nią a Nim – jej Mistrzem, jej Panem, jej Bogiem. To, co On z nią z robi, co On każe jej zrobić i co ona zrobi dla Niego. Tylko to się liczy.

klęczenieTeraz, kiedy klęczy, nie wie już ile, wszystkie wydarzenia zlewają się w jedną całość. Jest tylko ta jedna chwila – wieczna.
Jest spokojna, a jednocześnie tak napięta, jakby o jeden krok od czegoś co ma zmienić jej życie na zawsze… samo to napięcie jest tak elektryzujące, że silniejsze niż wszystko czego doświadczyła w życiu z innymi mężczyznami.

W końcu, po nie wie jak długim czasie słyszy, że on poruszył się – wstał z krzesła. Nadal oddycha powoli. Czuje jednak, że w jej wnętrzu, cała zaczyna drżeć. Kroki. Kiedy jego but dotyka podłogi. Słyszy je wyraźnie. On zbliża się do niej. Fale gorąca zalewają ją jedna za drugą.

Przystaje jakiś metr od niej. Niemal fizycznie czuje jego obecność, jego męską energię, jego zapach. Jak niewidomi, wykształciła dodatkowy zmysł.
On nic nie mówi. Ona czeka. Kolejne minuty upływają. Kolejna wieczność. Ona wewnętrznie wije się na podłodze, wije się u jego stóp. Jej ciało tkwi nieruchomo, jak kazał.

uległośćW końcu On mówi do niej. Każe jej położyć się na plecach. Polecenie wykonane natychmiast.
Chce tylko poczuć znowu jego boskiego, pięknego, pachnącego penisa w swoich ustach. Chce go o to błagać. Zabronił jej odzywać się bez pozwolenia. Błaga Go oczami.

On zbliża się. Trzymając piętę przy podłodze, unosi przednią część buta, przysuwa i opuszcza ją na jej cipkę. Tysiąc rozgrzanych igieł przechodzi przez całe jej ciało. Słyszy własne głębokie westchnienie. Patrzy mu w oczy. On nieruchomieje i obserwuje. Cisza między nimi przekazuje więcej, niż wszystkie rozmowy, jakie odbyła w życiu. On zaczyna poruszać stopą. Ugniata i masuje jej cipkę. I patrzy. Ona wije się w torturze i w rozkoszy. Same bodźce z dotyku są niczym w porównaniu z tym, że pragnęła poczuć go w sobie, a zaszczycił ją jedynie podeszwą swojego buta. Każda minuta tego masażu była coraz bardziej upokarzająca… to było jakby tym butem wgniatał jej godność w ziemię, coraz głębiej i głębiej. Czuła jakby już każda komórka jej ciała krzyczała na cały głos „zarznij mnie! błagam, zarżnij mnie!”. Jednak jej usta, tak jak jej kazał, milczały.

Nie wiedziała ile czasu minęło, może minuta, może godzina… upokarzający dotyk, jak się rozpoczął, tak się skończył. Stał i patrzył na nią. Leżała nieruchomo. Oszołomiona. Jednak zauważyła – jej oddech zaczął się normować.

lizanie butówWtedy on przechodzi nad jej głowę. Przysuwa sobie krzesło, siada i unosi but nad jej twarzą. Karze jej wylizać sobie podeszwę. Rozpoznaje ten zapach. Kiedy pierwszy raz w życiu jej usta, jej język dotknęły butów, kiedy pierwszy raz w życiu klęczała przed mężczyzną i lizała mu buty, to były dokładnie te same buty.

Pewnie dlatego ze wszystkich butów szefa, były jej ulubionymi. Nawet z wyglądu rozpoznała podeszwę. To buty, które jej szef zakładał tylko od czasu do czasu, zazwyczaj, gdy były jakieś ważne spotkania. Faktycznie pewna część jej umysłu skojarzyła, że dziś był na spotkaniu z gośćmi z zagranicy. Jakie to wszystko odległe, te sprawy, spotkania… pomyślała wysuwając język i grzecznie wykonując pierwsze pociągnięcie.

lizanie butówTeraz musiała się skupić, podeszwy miały być idealnie czyste. Wykonywała więc sumiennie kolejne pociągnięcia, kiedy jednocześnie naszło ją takie poczucie naturalności. Tak, to naturalne, że czyści mu buty językiem. Tak samo naturalne, jak to, że On jest szefem, a na asystentką. Że On zarabia pięć razy więcej niż ona. Że On decyduje o wszystkim, a ona przynosi herbatę. Tak właśnie powinno być. Po to się urodziła, po to żyje. Zmiana buta. Poczuła przyjemne ciepło w całym ciele i uśmiechnęła się zabierając z ochotą się z za wylizywanie. „Znalazłam moje miejsce w życiu” pomyślała.

„Dobrze się spisałaś”, powiedział. „Zasłużyłaś na nagrodę”. Zebrał ślinę i delikatnie otwierając usta wypuścił ją na podłogę. Na kolanach przeczołgała się na miejsce. Pochyliła głowę. Miękko i szeroko wysunęła język, tak że dotknął powierzchni pół centymetra przed białą plamą. Zamknęła oczy, by lepiej się delektować tym krótkim momentem, kiedy boski nektar zetknął się z jej językiem. Szybko pociągnęła językiem by wciągnąć całość. Pozwoliła jeszcze by jego ślina rozlała się w jej ustach i połknęła. Otworzyła oczy. Była szczęśliwa.

I chciała więcej. Jednak rozpoznaje jego gesty i spojrzenie. To wszystko na dzisiaj. Teraz pragnie go jeszcze bardziej.

Advertisements

4 thoughts on “Wieczór w biurze

  1. DesDemOn

    Masz bardzo lekkie pióro. Podoba mi się. Podoba mi się, że koncentrujesz się na emocjach. Arogancka i wulgarna fizys schodzi nieco na drugi plan – jak finisz przedniego single malta, słodki i jednocześnie ciężki. Cool! Czekam na kolejne! Ja tak zwiewnie nie potrafię, u mnie to blended whiskey ze skalnego wybrzeże, gdzie fizys miesza się z psyche zbyt mocno. Próbuję zrównoważyć, ale łatwo nie jest.
    Stanął mi na myśl o nagiej uległej na podłodze o fajnej strukturze, muszę to urzeczywistnić 😀

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s