Archiwum autora: mandaryn

Służąca (Ah-ga-ssi) – przepiękny film

Przepiękny, hipnotyzujący i po prostu dos-ko-na-ły film. Świetna fabuła. Wielowarstwowa intryga, gdzie pod jedną warstwą historii kryje się kolejna a pod nią jeszcze kolejna.. i genialny reżyser odkrywa je przed nami po kolei…

A reżyser to sam Chan-wook Park  – człowiek którego Quentin Tarantino uważa za swojego jeśli tak to można nazwać – „mentora”. Twórca „trylogii zemsty” której najbardziej znaną częścią jest nagrodzony w Cannes „Oldboy”.

Klimat miejscami przypomina oniryczną baśń, miejscami film psychologiczny, miejscami mroczny thriller. Jest w nim tak wiele, że czuję, że cokolwiek bym napisał, to tylko spłycę, to czym faktycznie ten film jest. Jest to też chyba charakterystyczne dla kina azjatyckiego, że nie daje się dzieła jednoznacznie sklasyfikować gatunkowo – i tak też jest w tym wypadku.

Pięknie pokazane sceny seksualne. W tym te najlepsze z możliwych – czyli z udziałem tylko dwóch kobiet i nikogo innego 😉  Do tego świetne aktorstwo i piękne kobiety.

Bardzo polecam, sam na pewno obejrzę ponownie. Ten film jest po prostu przepiękny.

Reklamy

Miłosne piekło (Koi no tsumi) – tylko dziwki z urojeniami uzależniają swoją wartość od stawki, jaką biorą

W Europie nie robią takich filmów. Ani nigdzie indziej. Dramat erotyczny z Japonii – w 100% będący kinem azjatyckim. Może oczywiście nie przypaść do gustu osobom które nie „czują” tamtej kultury  -tego nie-linearnego sposobu prowadzenia fabuły – nie w znaczeniu kolejności scen, ale na głębszym poziomie, gdzie ma się po prostu wrażenie że czas tam inaczej płynie i wydarzenia nie układają się w taki ciąg idący od A do B, z określoną dynamiką początku, rozwinięcia i zakończenia… Tam wszystko jest jakby zawieszone w jakiejś większej przestrzeni i układa się w inne wzory.

Powiem krótko – dla mnie tak powinny wyglądać filmy erotyczne. Więcej tam treści i ciekawych, przekazanych niejako mimochodem wglądów, niż w wielu pretensjonalnych filmach „psychologicznych”.

Nie będę zdradzał szczegółów, ale w skrócie jest to historia kobiety będącej w takim dosyć specyficznym małżeństwie (kobieta jako 100% służąca, ale też w sumie brak bliskości, prawie brak dotyku w ogóle) i jej seksualnego przebudzenia – oraz podróży która się wraz z nim zaczyna.

Sceny erotyczne są dobrze pokazane i (co nie jest wcale łatwo osiągnąć) naprawdę potrafią zrobić wrażenie. A to jest naprawdę spore osiągnięcie, w erze wszech-obecności pornografii, gdy człowiek widział już praktycznie wszystko (nawet rzeczy których wcale nie chciałby widzieć). Czyli reżyser potrafi budować emocje.

Scena w której Kazuko zostaje zmuszona, by w trakcie seksu zadzwonić do swojego męża i powiedzieć, że nie wróci na noc (a była to super-posłuszna-ułożona żona) ma w sobie więcej emocji, dominacji i poniżenia niż cokolwiek, co kiedykolwiek znajdziecie na jakimkolwiek redtubie, pornhubie czy innym internetowym ścieku.

Polecam bardzo.

Przy mnie jesteś wyjątkowa

Lubię kiedy tak na mnie patrzysz.
Pełna ufności.
W całkowitym oddaniu.
Gotowa znieść wszystko, każde poniżenie i każdy ból, tylko dla zaspokojenia mojego kaprysu.

bdsm uległość

Kiedy klękasz na jedno skinienie mojego palca.
Na jedno skinienie ofiarowujesz usta.
Na jeden gest dajesz wszystko co masz.

fetysz klękanie

Bez barier, bez wstydu, bez wahania.
Pełna oczekiwania.
Gotowa zrobić wszystko.
I pozwolić mi ze sobą zrobić wszystko.
Dać wszystko nie dostając nic w zamian.
Stajesz się niczym a ja wszystkim.

fetysz

Inni będą próbować Ci się przypodobać.
Będą próbowali Cię przekupić – komplementami, umizgami i błyskotkami.
Ale głupcy nie mogą dać Ci tego, co mogę dać Ci tylko ja.

fetysz lizanie butów

Tylko ja Cię znam.
Tylko ja Cię rozumiem.
Tylko ja wiem, kim naprawdę jesteś.
Przy mnie jesteś wyjątkowa.

Paradoks internetowych znajomości (fetyszowych i nie tylko)

Jakiś czas temu napisała do mnie Czytelniczka bloga z ciekawym pytaniem – pytaniem które jednocześnie obrazuje dosyć istotny paradoks naszych czasów. Poniżej, za jej zgodą zamieszczam fragment rozmowy wraz z moim komentarzem.

CZ – Od kilku jak nie kilkunastu lat fantazjowałam, w końcu odważyłam się to zrobić. Poznałam

randki bdsm z internetu

badania na 20 tys. osób mówią, że pary, które poznały się w internecie rozwodzą się rzadziej niż małżeństwa zapoczątkowane w „tradycyjny sposób”. Jednak nie zawsze wszystko od razu idzie tak dobrze…

pewnego Pana, rozmawialiśmy mnóstwo, po kilka godzin dziennie, dogadywaliśmy się jakbyśmy się znali całe życie, a nie kilka tygodni. Nasze wizje się pokrywały. On starszy doświadczony, ja totalnie nie.
Miałam wczoraj pierwszą sesję w życiu. I coś poszło nie tak. Nie czuje tego tak jak sobie wyobrażałam, nie wiem co się właściwie wydarzyło. Nie czułam nic poza strachem i bezsensem tego co robię. Nie mam pojęcia dlaczego, bo wszystko co się działo pokrywało się z wyobrażeniami. Poza tym, że był bardzo brutalny. Podniecenia brak, satysfakcji brak. I Nie wiem z czego to może wynikać.

M – Hmm, a to może być temat na dłuższą rozmowę, na którą nie mogę teraz poświęcić czasu, ale na szybko – jak go spotkałaś na żywo, ale zanim zaczęła się sesja, czułaś nadal to połączenie emocjonalne? Bo połączenie tego typu może się szybko „rozwiać” z braku zwyczajnego dopasowania chemicznego.. i wtedy – fajnie się gadało, ale na żywo nie chce sie nic robić z tą osobą. Nie ma to nic wspólnego z bdsm, tylko z tym, że seksualność to również chemia i dopasowanie na poziomie jakichś rodzajów białka/feromonów, a nie tylko nasze fantazje…

CZ – Faktycznie. Najprostsze rozwiązanie może być najlepszym. Chemii faktycznie było mniej niż przez telefon, jednak weszłam w to, bo mam dość czekania na realizację swoich potrzeb i chciałam „już teraz zaraz”. Czysta desperacja 😀 chociaż byłam podekscytowana kolejnym spotkaniem. Tylko, że to nie wyszło. Przy pierwszym spotkaniu w dalszym ciągu czytaliśmy sobie w myślach. Ale sam „akt” był dla mnie nijaki.
Dziękuję Ci za poświęcony czas. Dzięki Tobie mam kolejną cegiełkę do ułożenia w głowie przed snem.

I tu dochodzimy do sedna tego paradoksu. Obecne warunki technologiczno-cywilizacyjne pozwalają nam się dokładnie umówić co, kiedy, jak, w jakich pozycjach i jakiej kolejności zrobimy… zanim tę osobę choćby zobaczymy na własne oczy. To jest coś całkowicie odmiennego od tego, w jaki sposób istniały relacje od tysięcy lat.

Od tysięcy lat najpierw było pierwsze spojrzenie i natychmiastowe przyciągnięcie uwagi „tym czymś”. „To coś” to chemia która istnieje w nas i rządzi nami na najgłębszym biologicznym poziomie, która sprawia że dla jednej kobiety (lub mężczyzny ofkors 😉 ) poszlibyśmy w ogień, a druga jest tak obojętna jak zeszłoroczny śnieg.

A ta chemia to był początek – potem zawsze (no, prawie zawsze…) były jakieś rozmowy prowadzone twarzą w twarz – rozmowy w których słyszysz głos tej osoby, widzisz jej mimikę i nawet na nieświadomym poziomie odbierasz jej mikroekspresje, rozmowy w których znacznie lepiej się poznajecie niż podczas rozmów przez neta. I są to rozmowy w których znacznie lepiej potrafisz ocenić, czy ta osoba naprawdę Cię kręci, czy jednak nie.

Czyli zanim seks nastąpił były takie dwa bardzo mocne weryfikatory. A ten obecny „modelspotkania bdsm internetowy” czasem polega na maksymalnym dopasowaniu swoich preferencji i fantazji – z kompletnym zignorowaniem tych czynników które są najgłębiej w nas zakorzenione i które tak naprawdę są najważniejsze, bo w największym stopniu decydują o naszych emocjach. I skutek tego może być dokładnie taki, jak miała cytowana Czytelniczka – możesz sobie zaplanować super-hiper idealną fantazję, fetyszową sesję marzeń gdzie wszystko będzie dokładnie jak w twoich najgłębszych pragnieniach – a realizacja będzie kompletnym rozczarowaniem.

Z drugiej strony miałem też tak, że umawiałem się na randkę (również z kobietą z klimatów fetyszowych) po dosłownie paru wiadomościach na fejsie, bez żadnego ustalania co możemy razem robić. I ogólnie to od razu się z kimś tam umawiałem wstępnie na później na imprezę tego samego wieczora, bo miałem jakieś przeczucie że spotkanie będzie słabe… a okazywało się że rozmowa idzie świetnie.. i potem parę miesięcy się spotykaliśmy.

Bo chemia w głębi nas jest silniejsza, niż „lista fantazji do zrealizowania”, którą mamy w głowie. Wniosek na dziś – jeżeli zależy nam na głębokiej obopólnej satysfakcji, to niezależnie od wszelkich super ustaleń, lepiej jednak zawsze umówić się na tę zapoznawczą kawę 😉

Patologie w BDSM – ulegli z Krainy Deszczowców

Dzisiejszy post będzie w pewnym sensie rozwinięciem tego wpisu o „trudnych przypadkach” wśród uległych facetów. W jednej z dyskusji na fejsie znajoma dominująca ładnie opisała najczęściej spotykane we własnym doświadczeniu tzw. ciężkie przypadki. Za jej zgodą (dzięki 🙂 ), wklejam całą wypowiedź poniżej.

Może niektórym pomoże to postawić się w pozycji drugiej strony i zrozumieć również jej reakcje i zachowania. Szczególnie po uświadomieniu sobie że takich zachowań (np. stalking, z którym podejrzewam, że większość facetów się nie zetknęła w roli ofiary), może być naprawdę dużo…

………………………………………………….

Nie do końca zgodzę się z chłopakami, że paskudne cechy niektórych uległych to zawsze femdomreperkusje jakichś zachowań dominy. Oni czasami po prostu są… TACY.

1. Psychopata:

Najpierw sprawia wrażenie całkiem fajnego człowieka. Z reguły jest bardzo uległy, nastawiony na służbę. Kiedy dostanie numer telefonu, zaczyna się stalking. Dzwoni kilkanaście razy dziennie. Ciągle pisze. Oczywiście od razu zraża do siebie i słyszy, że ma dać sobie spokój. Nie słucha zupełnie i dzwoni jeszcze częściej i pisze więcej… Rekordzista dzwoni do mnie regularnie co kilka dni od dwóch lat, chociaż po kilku dniach przestałam odbierać.

2. Ukryty perwer:

Zagaduje o spanking. Albo CBT. Albo fetysz stóp. Całkiem kulturalny, miły, konkretny, w temacie. Zaczynamy się poznawać, umawiać powoli na konkretne spotkanie. I wtedy pada to pytanie: „A może jeszcze scat?” – tak milutko, cichutko, żeby mnie nie spłoszyć… Mówię krótko, że nie ma opcji. I się zaczyna „urabianie”. Nagle dostaję filmik albo opowiadanie w temacie, od którego mnie cofa przez tydzień. Ale „może się Pani spodoba”… Nadal rozmawiamy o moich ulubionych praktykach, ale co chwilę u przemyca jakąś sugestię… Kiedy wreszcie mam dość i zupełnie rezygnuję, słyszę, że ludzie są tacy nietolerancyjni…

3. Chcę-Dominę -Z-Netu:

Typ, który nigdy naprawdę nie służył. Ma wyobrażenia rodem z filmów porno i stron z obrazkami femdom. To taki osobnik pisze mi, że jestem zbyt ładna na dominę. Albo streszcza mi swoje fantazje zupełnie nie pytając, co mnie interesuje. To on wierzy, że domina chodzi cały dzień w lateksowym wdzianku, z batem w ręku, a kawę pije obowiązkowo z wypedicurowanymi stopami na plecach skulonego, nagiego niewolnika. On chce być zamknięty w piwnicy „na zawsze” i dać się sprzedać na tych tajnych giełdach niewolników, które przecież istnieją w podziemnych bdsm -ach!

4. Turysta:

On chce się spotkać. Serio. Jest konkretny, znajdzie czas, ma pojęcie o femdomie. Wypytuje o ubiór, zabawki. Im więcej, tym lepiej. Chce spróbować wszystkiego po trochę… I tylko ten zgrzyt, kiedy dostaje kilka solidnych pasów na dupę. I nagle słyszę: „sorki, ale to jednak nie moja bajka!” Pytam, o co chodzi, i słyszę: „Bo wiesz, ja już skakałem na bungee i latałem szybowcem, i jeszcze nie próbowałem tych bdsm-ów. Chcę spróbować w życiu wszystkiego… No, ale to mi się jednak nie podoba…”

5. Bywalec Roxy:

W pierwszej wiadomości pyta, czy zrobię mu loda albo zwiążę i zgwałcę. Oczywiście ujeżdżając jak niezaspokojona nimfomanka. Kiedy się dowie, że nawet moich kolan nie dotknie i nie będę naga w skórzanej uprzęży, znika… I dobrze 🙂

Duke of Burgundy – reguły pożądania

UWAGA – mogą być pewne SPOJLERY. Obejrzałem w końcu Duke of Burgundy. Niestety ogólnie na minus. Na pierwszy rzut oka, jest to opowieść o perwersyjnym związku (Pani/służąca) dwóch kobiet.

duke of burgundyW rzeczywistości o tym, jak wygląda relacja dwóch osób, w której jedna odczuwa silne dążenia, w uproszczeniu nazwijmy je masochistycznymi (nie dosłownie w sensie odczuwania bólu, ale poniżenia), a druga zgadza się wejść w odpowiednią rolę (srogiej Pani, co rzuca biednej sprzątaczce papierki po cukierkach na podłogę, wykazując pogardę dla jej pracy).

Plus za pokazanie tematu od tej strony, bo chyba nie spotkałem się w kulturze z dziełem mierzącym się z tym dokładnie problemem – wchodzenia (przez kogoś, kto tego nie czuje) w rolę tylko po, by uczynić drugą osobę szczęśliwą.. i radzenia sobie z tą sytuacją.

Drugi plus za świetną pracę światłem. Szczególnie w początkowych i końcowych ujęciach. Wspaniała robota.

No i na tym chyba plusy się kończą. Momentami miałem wrażenie że oglądam zbiór jakichś luźno powiązanych scen, nie tworzących jednej całości. Fabuła nie potrafi wciągnąć i zaangażować odbiorcy (no, mnie przynajmniej), tak że losy głównych postaci pozostają w sumie obojętne. Sceny nie budują napięcia erotycznego, a postaciom brakuje głębi. Ogólnie mam wrażenie jakiejś bezideowości.

Czy oglądać? Tylko jeśli bardzo się nudzicie.

Jeden gest

AKT 1.

Miejsce akcji: Eleganckie przyjęcie. Stroje wieczorowe. Muzyka na żywo. Garnitury, drogie suknie i najlepsze jedzenie.

Bohaterowie:

Kobieta. Chodząca doskonałość. Twarz anioła, ciało Bogini. Spojrzenie dzikiej kocicy. Czarna asymetryczna sukienka odsłania znaczną część jej idealnie ukształtowanej nogi. Charakter imprezy nie pozwala zgromadzonym na sali mężczyznom bezczelnie się na nią gapić, ale i tak, choć na ułamki sekund, przyciąga wszystkie spojrzenia, również te kobiece.

hotwifeJej mąż. Ten któremu zazdroszczą wszystkie samce w pomieszczeniu. Pewny siebie w sposób, jaki daje tylko wewnętrzny spokój, którego nie można kupić ani pieniędzmi ani gadżetami ani władzą. Pewny siebie w sposób niedostępny dla większości ludzi na tej sali.

Mężczyzna. Ten trzeci. Przystojny nieznajomy emanujący męską siłą. Jego wzrok pada na Niej dłużej niż pozwalają konwenanse. Nie boi się ich łamać.

Prolog:

Widać jednak że obecność Męża blokuje go, nie jest aż tak bezczelny, nie przekracza granic dobrego smaku. Wymiana spojrzeń trwa jednak zbyt długo. Powietrze między nimi robi się gęste.

Akcja:

Żona wykonuje delikatny gest małym palcem i jej Mąż nachyla się nad jej głową. Ona mówi coś do niego. On klęka na jednym kolanie. Coś poprawia przy jej butach. Tak naprawdę udaje. Żaden rzemyk się nie rozwiązał, nie ma w jej butach nic wymagającego jakiejkolwiek poprawy. Ona po prostu chciała, żeby uklęknął.

Mężczyzna patrzy. Ona teraz uśmiecha się uśmiechem, który nie pozostawia wątpliwości. To była demonstracja. Demonstracja władzy i możliwości. Przeprowadzona tylko dla niego. Jej uśmiech rzuca wyzwanie. Pokazuje co potrafiła zrobić z własnym mężem. Ale za wyzwaniem kryje się obietnica. Ujarzmij mnie jak jak ujarzmiłam mojego męża, a będę dla Ciebie tak uległa jak on dla mnie. Zrobisz ze mną wszystko co zechcesz. Napięcie seksualne sięga zenitu.

Mąż wstaje. Ona ponownie wykonuje gest palcem, on ponownie się nad nią nachyla i ona ponownie coś do niego mówi.  Zapewne wydaje mu kolejne upokarzające polecenie. Mąż odchodzi, znika.

Przez dwie długie minuty pozornie nic się nie dzieje. Ona odwróciła się i wydała się pochłonięta obserwacją wiszącego na ścianie obrazu. Przedstawiał jakichś średniowiecznych chłopów podczas żniw. Chmury miały idealnie rozrysowane kontury, pięknie odbijające światło Słońca. Jednak po chwili Mężczyzna pochodzi, zaczynając rozmowę na jakiś pozornie banalny temat.

Żona podejmuje rozmowę i uśmiecha się. Dwóch mężczyzn i ona. Dzisiejszego wieczoru jeden gest wystarczył, by upokorzyła jednego i uwiodła drugiego.

KONIEC AKTU PIERWSZEGO