Archiwum autora: mandaryn

Pani trener

Marzy mi się taka ostra Pani Trener, która będzie prowadzić moje treningi – bez cienia litości i pobłażania.

W miejscu publicznym jakim jest siłownia bylibyśmy po prostu normalną parą klient – trenerka osobista.. no może taką która po prostu lubi stosować trochę bardziej ostry trening. Ale wszystko w granicach uznanych norm społecznych. Tylko byśmy wiedzieli co się naprawdę dzieje 😉

Lubię jak piękna kobieta mówi mi co mam robić. Jak tu dochodzi trochę bólu, (ale takiego z sensem, wszystkie ćwiczenia robi się „po coś”, nie chodzi o bezmyślne katowanie), to mogłoby być idealne połączenie.

Co ciekawe, o ile zazwyczaj podobają mi się głównie brunetki, to jak myślę o tym scenariuszu, oczami wyobraźni widzę taką seksi-fitnessową blondynkę.

A w zaciszu domowym dodatkowe formy ćwiczeń 😉

pompki femdom

Takie fajne pompki Femdom na przykład 🙂

Reklamy

Piękne kobiece stopy

Piękne kobiece stopy – co to oznacza dla mnie? Obraz znaczy więcej niż tysiąc słów w tym wypadku, więc najlepiej pokazać, a nie opowiadać. Będzie więc dziś, post wizualny 🙂  Jest to po prostu pewien kształt, budowa i proporcje, które sprawiają, że stopy są seksowne, że wzbudzają pożądanie.

kobiece stopy

Są oczywiście pewne elementy, które wzmagają ten efekt, gdy on już wystąpi.

Na przykład, dla mnie = french pedicure ❤ coś pięknego.

Widok z dołu 🙂

kobiece stopy

Taka kombinacja jak poniżej, french pedicure połączony z kolorem.

piękne kobiece stopy

I oczywiście klasyczna czerwień ❤

stopy

Można by oczywiście więcej takich zdjęć wynaleźć ale jak mówią, „mniej znaczy więcej”.

Dlaczego warto powstrzymywać wytrysk?

Trafiłem na ciekawy fragment w książce „Miłosny potencjał mężczyzny”:

” Męska energia płciowa zmagazynowana jest w spermie. Jedna ejakulacja to 200-500 milionów wydalonych plemników, z których każdy stanowi potencjalny zalążek istoty ludzkiej. Gdyby wszystkie one miały sposobność zapłodnienia jajeczek, to wówczas jeden orgazm wystarczyłby na zaludnienie całych Stanów Zjednoczonych”.

To dosyć niesamowite, gdy się o tym pomyśli w ten sposób. Na cześć tego posłuchajmy 10 godzinnego whats goin on z he-manem 😉

 

Służąca (Ah-ga-ssi) – przepiękny film

Przepiękny, hipnotyzujący i po prostu dos-ko-na-ły film. Świetna fabuła. Wielowarstwowa intryga, gdzie pod jedną warstwą historii kryje się kolejna a pod nią jeszcze kolejna.. i genialny reżyser odkrywa je przed nami po kolei…

A reżyser to sam Chan-wook Park  – człowiek którego Quentin Tarantino uważa za swojego jeśli tak to można nazwać – „mentora”. Twórca „trylogii zemsty” której najbardziej znaną częścią jest nagrodzony w Cannes „Oldboy”.

Klimat miejscami przypomina oniryczną baśń, miejscami film psychologiczny, miejscami mroczny thriller. Jest w nim tak wiele, że czuję, że cokolwiek bym napisał, to tylko spłycę, to czym faktycznie ten film jest. Jest to też chyba charakterystyczne dla kina azjatyckiego, że nie daje się dzieła jednoznacznie sklasyfikować gatunkowo – i tak też jest w tym wypadku.

Pięknie pokazane sceny seksualne. W tym te najlepsze z możliwych – czyli z udziałem tylko dwóch kobiet i nikogo innego 😉  Do tego świetne aktorstwo i piękne kobiety.

Bardzo polecam, sam na pewno obejrzę ponownie. Ten film jest po prostu przepiękny.

Miłosne piekło (Koi no tsumi) – tylko dziwki z urojeniami uzależniają swoją wartość od stawki, jaką biorą

W Europie nie robią takich filmów. Ani nigdzie indziej. Dramat erotyczny z Japonii – w 100% będący kinem azjatyckim. Może oczywiście nie przypaść do gustu osobom które nie „czują” tamtej kultury  -tego nie-linearnego sposobu prowadzenia fabuły – nie w znaczeniu kolejności scen, ale na głębszym poziomie, gdzie ma się po prostu wrażenie że czas tam inaczej płynie i wydarzenia nie układają się w taki ciąg idący od A do B, z określoną dynamiką początku, rozwinięcia i zakończenia… Tam wszystko jest jakby zawieszone w jakiejś większej przestrzeni i układa się w inne wzory.

Powiem krótko – dla mnie tak powinny wyglądać filmy erotyczne. Więcej tam treści i ciekawych, przekazanych niejako mimochodem wglądów, niż w wielu pretensjonalnych filmach „psychologicznych”.

Nie będę zdradzał szczegółów, ale w skrócie jest to historia kobiety będącej w takim dosyć specyficznym małżeństwie (kobieta jako 100% służąca, ale też w sumie brak bliskości, prawie brak dotyku w ogóle) i jej seksualnego przebudzenia – oraz podróży która się wraz z nim zaczyna.

Sceny erotyczne są dobrze pokazane i (co nie jest wcale łatwo osiągnąć) naprawdę potrafią zrobić wrażenie. A to jest naprawdę spore osiągnięcie, w erze wszech-obecności pornografii, gdy człowiek widział już praktycznie wszystko (nawet rzeczy których wcale nie chciałby widzieć). Czyli reżyser potrafi budować emocje.

Scena w której Kazuko zostaje zmuszona, by w trakcie seksu zadzwonić do swojego męża i powiedzieć, że nie wróci na noc (a była to super-posłuszna-ułożona żona) ma w sobie więcej emocji, dominacji i poniżenia niż cokolwiek, co kiedykolwiek znajdziecie na jakimkolwiek redtubie, pornhubie czy innym internetowym ścieku.

Polecam bardzo.

Przy mnie jesteś wyjątkowa

Lubię kiedy tak na mnie patrzysz.
Pełna ufności.
W całkowitym oddaniu.
Gotowa znieść wszystko, każde poniżenie i każdy ból, tylko dla zaspokojenia mojego kaprysu.

bdsm uległość

Kiedy klękasz na jedno skinienie mojego palca.
Na jedno skinienie ofiarowujesz usta.
Na jeden gest dajesz wszystko co masz.

fetysz klękanie

Bez barier, bez wstydu, bez wahania.
Pełna oczekiwania.
Gotowa zrobić wszystko.
I pozwolić mi ze sobą zrobić wszystko.
Dać wszystko nie dostając nic w zamian.
Stajesz się niczym a ja wszystkim.

fetysz

Inni będą próbować Ci się przypodobać.
Będą próbowali Cię przekupić – komplementami, umizgami i błyskotkami.
Ale głupcy nie mogą dać Ci tego, co mogę dać Ci tylko ja.

fetysz lizanie butów

Tylko ja Cię znam.
Tylko ja Cię rozumiem.
Tylko ja wiem, kim naprawdę jesteś.
Przy mnie jesteś wyjątkowa.

Paradoks internetowych znajomości (fetyszowych i nie tylko)

Jakiś czas temu napisała do mnie Czytelniczka bloga z ciekawym pytaniem – pytaniem które jednocześnie obrazuje dosyć istotny paradoks naszych czasów. Poniżej, za jej zgodą zamieszczam fragment rozmowy wraz z moim komentarzem.

CZ – Od kilku jak nie kilkunastu lat fantazjowałam, w końcu odważyłam się to zrobić. Poznałam

randki bdsm z internetu

badania na 20 tys. osób mówią, że pary, które poznały się w internecie rozwodzą się rzadziej niż małżeństwa zapoczątkowane w „tradycyjny sposób”. Jednak nie zawsze wszystko od razu idzie tak dobrze…

pewnego Pana, rozmawialiśmy mnóstwo, po kilka godzin dziennie, dogadywaliśmy się jakbyśmy się znali całe życie, a nie kilka tygodni. Nasze wizje się pokrywały. On starszy doświadczony, ja totalnie nie.
Miałam wczoraj pierwszą sesję w życiu. I coś poszło nie tak. Nie czuje tego tak jak sobie wyobrażałam, nie wiem co się właściwie wydarzyło. Nie czułam nic poza strachem i bezsensem tego co robię. Nie mam pojęcia dlaczego, bo wszystko co się działo pokrywało się z wyobrażeniami. Poza tym, że był bardzo brutalny. Podniecenia brak, satysfakcji brak. I Nie wiem z czego to może wynikać.

M – Hmm, a to może być temat na dłuższą rozmowę, na którą nie mogę teraz poświęcić czasu, ale na szybko – jak go spotkałaś na żywo, ale zanim zaczęła się sesja, czułaś nadal to połączenie emocjonalne? Bo połączenie tego typu może się szybko „rozwiać” z braku zwyczajnego dopasowania chemicznego.. i wtedy – fajnie się gadało, ale na żywo nie chce sie nic robić z tą osobą. Nie ma to nic wspólnego z bdsm, tylko z tym, że seksualność to również chemia i dopasowanie na poziomie jakichś rodzajów białka/feromonów, a nie tylko nasze fantazje…

CZ – Faktycznie. Najprostsze rozwiązanie może być najlepszym. Chemii faktycznie było mniej niż przez telefon, jednak weszłam w to, bo mam dość czekania na realizację swoich potrzeb i chciałam „już teraz zaraz”. Czysta desperacja 😀 chociaż byłam podekscytowana kolejnym spotkaniem. Tylko, że to nie wyszło. Przy pierwszym spotkaniu w dalszym ciągu czytaliśmy sobie w myślach. Ale sam „akt” był dla mnie nijaki.
Dziękuję Ci za poświęcony czas. Dzięki Tobie mam kolejną cegiełkę do ułożenia w głowie przed snem.

I tu dochodzimy do sedna tego paradoksu. Obecne warunki technologiczno-cywilizacyjne pozwalają nam się dokładnie umówić co, kiedy, jak, w jakich pozycjach i jakiej kolejności zrobimy… zanim tę osobę choćby zobaczymy na własne oczy. To jest coś całkowicie odmiennego od tego, w jaki sposób istniały relacje od tysięcy lat.

Od tysięcy lat najpierw było pierwsze spojrzenie i natychmiastowe przyciągnięcie uwagi „tym czymś”. „To coś” to chemia która istnieje w nas i rządzi nami na najgłębszym biologicznym poziomie, która sprawia że dla jednej kobiety (lub mężczyzny ofkors 😉 ) poszlibyśmy w ogień, a druga jest tak obojętna jak zeszłoroczny śnieg.

A ta chemia to był początek – potem zawsze (no, prawie zawsze…) były jakieś rozmowy prowadzone twarzą w twarz – rozmowy w których słyszysz głos tej osoby, widzisz jej mimikę i nawet na nieświadomym poziomie odbierasz jej mikroekspresje, rozmowy w których znacznie lepiej się poznajecie niż podczas rozmów przez neta. I są to rozmowy w których znacznie lepiej potrafisz ocenić, czy ta osoba naprawdę Cię kręci, czy jednak nie.

Czyli zanim seks nastąpił były takie dwa bardzo mocne weryfikatory. A ten obecny „modelspotkania bdsm internetowy” czasem polega na maksymalnym dopasowaniu swoich preferencji i fantazji – z kompletnym zignorowaniem tych czynników które są najgłębiej w nas zakorzenione i które tak naprawdę są najważniejsze, bo w największym stopniu decydują o naszych emocjach. I skutek tego może być dokładnie taki, jak miała cytowana Czytelniczka – możesz sobie zaplanować super-hiper idealną fantazję, fetyszową sesję marzeń gdzie wszystko będzie dokładnie jak w twoich najgłębszych pragnieniach – a realizacja będzie kompletnym rozczarowaniem.

Z drugiej strony miałem też tak, że umawiałem się na randkę (również z kobietą z klimatów fetyszowych) po dosłownie paru wiadomościach na fejsie, bez żadnego ustalania co możemy razem robić. I ogólnie to od razu się z kimś tam umawiałem wstępnie na później na imprezę tego samego wieczora, bo miałem jakieś przeczucie że spotkanie będzie słabe… a okazywało się że rozmowa idzie świetnie.. i potem parę miesięcy się spotykaliśmy.

Bo chemia w głębi nas jest silniejsza, niż „lista fantazji do zrealizowania”, którą mamy w głowie. Wniosek na dziś – jeżeli zależy nam na głębokiej obopólnej satysfakcji, to niezależnie od wszelkich super ustaleń, lepiej jednak zawsze umówić się na tę zapoznawczą kawę 😉