Archiwa tagu: fantazje

Paradoks internetowych znajomości (fetyszowych i nie tylko)

Jakiś czas temu napisała do mnie Czytelniczka bloga z ciekawym pytaniem – pytaniem które jednocześnie obrazuje dosyć istotny paradoks naszych czasów. Poniżej, za jej zgodą zamieszczam fragment rozmowy wraz z moim komentarzem.

CZ – Od kilku jak nie kilkunastu lat fantazjowałam, w końcu odważyłam się to zrobić. Poznałam

randki bdsm z internetu

badania na 20 tys. osób mówią, że pary, które poznały się w internecie rozwodzą się rzadziej niż małżeństwa zapoczątkowane w „tradycyjny sposób”. Jednak nie zawsze wszystko od razu idzie tak dobrze…

pewnego Pana, rozmawialiśmy mnóstwo, po kilka godzin dziennie, dogadywaliśmy się jakbyśmy się znali całe życie, a nie kilka tygodni. Nasze wizje się pokrywały. On starszy doświadczony, ja totalnie nie.
Miałam wczoraj pierwszą sesję w życiu. I coś poszło nie tak. Nie czuje tego tak jak sobie wyobrażałam, nie wiem co się właściwie wydarzyło. Nie czułam nic poza strachem i bezsensem tego co robię. Nie mam pojęcia dlaczego, bo wszystko co się działo pokrywało się z wyobrażeniami. Poza tym, że był bardzo brutalny. Podniecenia brak, satysfakcji brak. I Nie wiem z czego to może wynikać.

M – Hmm, a to może być temat na dłuższą rozmowę, na którą nie mogę teraz poświęcić czasu, ale na szybko – jak go spotkałaś na żywo, ale zanim zaczęła się sesja, czułaś nadal to połączenie emocjonalne? Bo połączenie tego typu może się szybko „rozwiać” z braku zwyczajnego dopasowania chemicznego.. i wtedy – fajnie się gadało, ale na żywo nie chce sie nic robić z tą osobą. Nie ma to nic wspólnego z bdsm, tylko z tym, że seksualność to również chemia i dopasowanie na poziomie jakichś rodzajów białka/feromonów, a nie tylko nasze fantazje…

CZ – Faktycznie. Najprostsze rozwiązanie może być najlepszym. Chemii faktycznie było mniej niż przez telefon, jednak weszłam w to, bo mam dość czekania na realizację swoich potrzeb i chciałam „już teraz zaraz”. Czysta desperacja 😀 chociaż byłam podekscytowana kolejnym spotkaniem. Tylko, że to nie wyszło. Przy pierwszym spotkaniu w dalszym ciągu czytaliśmy sobie w myślach. Ale sam „akt” był dla mnie nijaki.
Dziękuję Ci za poświęcony czas. Dzięki Tobie mam kolejną cegiełkę do ułożenia w głowie przed snem.

I tu dochodzimy do sedna tego paradoksu. Obecne warunki technologiczno-cywilizacyjne pozwalają nam się dokładnie umówić co, kiedy, jak, w jakich pozycjach i jakiej kolejności zrobimy… zanim tę osobę choćby zobaczymy na własne oczy. To jest coś całkowicie odmiennego od tego, w jaki sposób istniały relacje od tysięcy lat.

Od tysięcy lat najpierw było pierwsze spojrzenie i natychmiastowe przyciągnięcie uwagi „tym czymś”. „To coś” to chemia która istnieje w nas i rządzi nami na najgłębszym biologicznym poziomie, która sprawia że dla jednej kobiety (lub mężczyzny ofkors 😉 ) poszlibyśmy w ogień, a druga jest tak obojętna jak zeszłoroczny śnieg.

A ta chemia to był początek – potem zawsze (no, prawie zawsze…) były jakieś rozmowy prowadzone twarzą w twarz – rozmowy w których słyszysz głos tej osoby, widzisz jej mimikę i nawet na nieświadomym poziomie odbierasz jej mikroekspresje, rozmowy w których znacznie lepiej się poznajecie niż podczas rozmów przez neta. I są to rozmowy w których znacznie lepiej potrafisz ocenić, czy ta osoba naprawdę Cię kręci, czy jednak nie.

Czyli zanim seks nastąpił były takie dwa bardzo mocne weryfikatory. A ten obecny „modelspotkania bdsm internetowy” czasem polega na maksymalnym dopasowaniu swoich preferencji i fantazji – z kompletnym zignorowaniem tych czynników które są najgłębiej w nas zakorzenione i które tak naprawdę są najważniejsze, bo w największym stopniu decydują o naszych emocjach. I skutek tego może być dokładnie taki, jak miała cytowana Czytelniczka – możesz sobie zaplanować super-hiper idealną fantazję, fetyszową sesję marzeń gdzie wszystko będzie dokładnie jak w twoich najgłębszych pragnieniach – a realizacja będzie kompletnym rozczarowaniem.

Z drugiej strony miałem też tak, że umawiałem się na randkę (również z kobietą z klimatów fetyszowych) po dosłownie paru wiadomościach na fejsie, bez żadnego ustalania co możemy razem robić. I ogólnie to od razu się z kimś tam umawiałem wstępnie na później na imprezę tego samego wieczora, bo miałem jakieś przeczucie że spotkanie będzie słabe… a okazywało się że rozmowa idzie świetnie.. i potem parę miesięcy się spotykaliśmy.

Bo chemia w głębi nas jest silniejsza, niż „lista fantazji do zrealizowania”, którą mamy w głowie. Wniosek na dziś – jeżeli zależy nam na głębokiej obopólnej satysfakcji, to niezależnie od wszelkich super ustaleń, lepiej jednak zawsze umówić się na tę zapoznawczą kawę 😉

Reklamy