Archiwa tagu: narkotyki

Miłujące pokój jaszczury i błyskawiczne rozkminy – czyli moje wrażenia po 2C-E

Substancja znana jako 2C-E  została mi przedstawiona jako delikatny halucynogen którego284c0db25892eb87897def175f942f73 głównym efektem jest zwiększona skłonność/zdolność do autorefleksji i samo-analizy.

Czyli że ludzi po tym się zastanawiają nad różnymi aspektami swojego życia i udaje im się w tym zastanawianiu dostrzec rzeczy które normalnie trudno zauważyć. Takie relacje miałem zarówno z przekazu osobistego jak i z różnych „trip rapportów” z internetu.

Nawet ktoś wspomniał, że w sumie to z nudów zaczął brać na tapetę różne problemy, żeby je zanalizować. Czyli raczej bez jakiegoś hardkoru.

2ceMoje doświadczenie było znacznie mocniejsze, ocierające się o ostrą psychodelę. Co było po kolei:

  • weszło dopiero po godzinie – już byłem przekonany, że mi ze słoiczka wyparowało (miałem w postaci płynu) za dużo i po prostu przyjąłem za małą dawkę.
  • faza „analityczna” faktycznie była- i to praktycznie jakby „od niechcenia” sobie rozłożyłem na czynniki pierwsze problem który „wziąłem” na tą sesję. W zasadzie bez jakiejś „pracy” analitycznej z mojej strony, po prostu zobaczyłem „a to wygląda tak i tak, a tu potrzebne jest to i to..” czyli super efekt, w krótkim czasie.. a to nastąpiło zaraz po tym jak minęła ta pierwsza godzina.. zostało jeszcze dużo czasu..
  • była faza „odlotu”, praktycznie podobna jak przy psylocybinie, może trochę mniej przytomna, ale ogólnie to taka przyjemna lekka nieprzytomność i oderwanie od rzeczywistości..
  • trzeba też powiedzieć, że w porównaniu z psylocybiną, to tu nie było duchowości, to były odloty i również głębokie doświadczenia, ale jednak, nie duchowe. Trzeba też zaznaczyć, że 2C-E jest syntetykiem, a nie naturalną substancją
  • były bardzo duże, wyraźne, bardzo kolorowe i jakby wielowarstwowe i poruszające się wzory na ścianach, również na chmurach mogłem zauważyć różne twarze, na przykład Lenina 😉
  • przy zamknięciu oczu były bardzo kolorowe wizje, na przykład coś jak całe powierzchnie złożone z postaci jakiejś gejszy ubranej w pomarańczowy strój
  • w pewnym momencie poczułem że głęboko się rozluźniam (to było odczuwalne głównie w nogach – może być związane z tym, że ostatnio miałem je mocno napięte i miałem chyba najmocniejszy  w życiu skurcz) i po zamknięciu oczu pojawiła się wizja – jakbym widział wieczny, permanentny konflikt dwóch pradawnych ras. To były rasy jaszczurów 😉
  • ja właściwie też byłem jaszczurem który tylko czasowo udawał człowieka.. no w każdym razie wraz z kojącą muzyką chillautową lecącą z laptopa zobaczyłem i poczułem jak.. hm, jakby dwa pradawne – jaszczury embriony z tych dwóch odwiecznie walczących ras…. znalazły w końcu pojednanie i zasnęły w pokoju. I z tym naprawdę sam poczułem takie głębokie ukojenie, jakbym w końcu naprawdę zrozumiał, że konflikty nie są do niczego mi potrzebne. I faktycznie po zakończonej sesji czuję dystans do wszelkich sytuacji konfliktowych. Był więc pewien efekt terapeutyczny 😉
  • trzeba tu też wyraźnie zaznaczyć, ze to były rzeczy które widziałem po zamknięciu oczu, zagłębiając się w nie z własnej woli. Dlatego nazywam je wizjami. Nie było to halucynacje, gdy ktoś przy otwartych oczach widzi coś i myśli, że to jest rzeczywiste. Ja po otwarciu oczu wiedziałem, ze to była wizja i nie myślałem, że jestem pradawnym jaszczurem 😉
  • gdzieś po 5tej godzinie zaczęło powoli, schodzić, wyszedłem nawet na zewnątrz coś zjeść i było OK. Rozszerzone źrenice utrzymywały się do 8,5 godziny po zażyciu.

Podsumowując, ciekawe doświadczenie, faza analityczna faktycznie świetnie rozwiązała problem, pokazała rozwiązania – i była zaskakująco szybka i bez-wysiłkowa. Faza odlotu przyjemna i zaskoczeniem był to, że wystąpił efekt terapeutyczny.

Reklamy

Psylocybina – sesja trzecia

Wczoraj miałem trzecie doświadczenie z psylocybiną. Zgodnie z regułą podaną przez kolegę – co najmniej raz spróbuj w towarzystwie, raz w samotności i raz z dziewczyną. Dwa poprzednie razy były w towarzystwie, teraz było w samotności.

Sesja była zaplanowana jako podróż do wnętrza by wyeksplorować głębokie części mojej maxresdefaultpsychiki, błędy i blokady dotyczące kluczowych nastawień do życia. Zbyt osobiste by się tu o tym rozpisywać, mimo, że to anonimowy blog. Ale zadziwiło mnie, że intencja wypowiedziana na początku sesji, została tak niezwykle precyzyjnie zrealizowana.

Zajrzałem bardzo głęboko i zostałem poprowadzony przez głębokie rejony mojego ja. Zadany problem nie został doprowadzony do końca, ale trudno było tego oczekiwać. Natomiast jakby został odblokowany kierunek i inspiracja do medytacji na najbliszy okres.

Praktycznie przez cały czas towarzyszyło mi przyjemne poczucie błogości w ciele i umyśle.
Również pierwszy raz nie miałem poważnych problemów z motoryką ciała, mogłem się praktycznie normalnie poruszać.

Piszę dla pamięci, by mieć zapis, kiedy to nastąpiło.

Cztery godziny Prawdy – drugie spotkanie z psylocybiną

Cztery godziny Prawdy. Czystej Prawdy rzuconej prosto między oczy – tak można by podsumować drugą sesję z psylocybiną, którą to miałem pod koniec marca. Jakby ktoś o doskonałym widzeniu rzeczy wziął mnie na bok i powiedział mi wszystkie ważne rzeczy dotyczące mojego życia, wyborów których dokonałem, ścieżek, które wybrałem – tych niewłaściwych, tych, które były błędami… Rzeczy, które gdzieś ignorowałem i odsuwałem.. i pewnie gdyby jakikolwiek żywy człowiek mi je powiedział, to bym je odrzucił.. ale tu była to bezosobowa siła.. lub ja sam byłem narratorem.

prawda

Ciekawym skutkiem ubocznym był utrzymujący się przez około miesiąc mocny spadek libido.. kompletnie nie miałem nawet żadnych myśli seksualnych. Właściwie dopiero kilka dni temu pierwszy raz od tej sesji się umówiłem ze starą koleżanką. A tak, nawet nie składałem żadnych propozycji.. teraz to się powoli zmienia. W piątek wyszliśmy gdzieś wieczorem i było bardzo miło, bardzo dobrze odczuwałem jej kobiecą energię..głos, dotyk, wszystko. Więc powoli powraca ten aspekt życia.

Również ciekawym efektem jest to, że minęły mi ciągoty do perwersji seksualnych.. poza fetyszem stóp (to chyba zawsze będę miał 😉 ) .. typowa gra w master/slave jakoś przestała mnie pociągać.. mdła mi się wydaje.

Najważniejszą jednak rzeczą, jest to, że ta grzybowa sesja wpisała się w pewien większy proces przemiany wewnętrznej i w czasie ostatnich tygodni miałem naprawdę dużą ilość bardzo mocnych i głębokich stanów medytacyjnych, wewnętrznych iluminacji i poznania – i to takiego, które przekłada się (powoli i stopniowo) na zmianę moich działań w wewnętrznym świecie, na zmianę funkcjonowania. Bardzo, bardzo pozytywnie.

Piszę dla pamięci, by kojarzyć chronologię, kiedy to było.

2C-B – alternatywa dla akoholu?

Ładne kilka tygodni temu miałem przyjemność doświadczyć działania 2C-B czyli pochodnej fenyloetyloaminy  – naturalnie występującego w ludzkim mózgu  oraz w czekoladzie neuroprzekaźnika.

2c-b

Mogę powiedzieć, że wydaje się dobrą alternatywą dla alkoholu. Bardzo przyjemne rozluźnienie i pozytywny stan emocjonalny. Co ważne, zauważyłem, że jak zmienia mi się świadomość, pojawia się we mnie oczekiwanie, że za chwilę jakby utracę świadomość – w sensie takiego typowo alkoholowego najebania.. a to się nie dzieje. Czyli właściwie, w porównaniu do alkoholu to jest się trzeźwym, zachowuje się zdolność myślenia i reagowania. Miła odmiana dla wódki 🙂

Doświadczyłem niestety tzw. body load – nieprzyjemnych objawów, które u mnie akurat przyjęły formę czegoś zbliżonego do nudności. tak że nawet jak pierwsza część imprezy się skończyła i znajomi się zebrali, by wyjść do klubu, to ja już spasowałem i wróciłem do domu. Ale ogólnie pozytywne doświadczenie. Możliwe, że powtórzę, a nawet jakoś zastąpię tym zwyczajowe picie wódki, bo alkohol jakoś mnie męczy.

Oczywiście środek jest nielegalny… co za debilizm, ale to temat na inny wpis, nie będę tu wylewał żalów. Było to na początku roku – w styczniu – zapisuję sobie dla pamięci.

 

Amfetamina – pierwszy i ostatni raz?

Wczoraj miałem pierwsze doświadczenie z amfetaminą. Nic specjalnego. Lekkie pobudzenie i zaburzenia percepcji (dziwne przesunięcia uwagi). Bez odlotów i jakiejś nieprzytomności. Ale też bez czegokolwiek co bym uznał za wartościowe.

1316166792_by_Gavio_600W sumie nie ma o czym pisać, ale stwierdziłem że sobie to zapiszę dla pamięci. Dla ścisłości, wieczór zaczęliśmy z chłopakami – najpierw piwo, potem wódka i potem feta. Potem spotkaliśmy się z koleżankami, poszliśmy do klubów i tam jeszcze piłem drinki (czyli wódka z czymś tam).

Nie miałem też podobno typowych objawów – braku łaknienia czy apetytu czy spadku libido – wręcz przeciwnie.

Ogólnie to raczej nie powtórzę tego doświadczenia. Przy okazji nachodzi mnie refleksja, że alkohol coraz mniej mnie pociąga.. jakoś nie czuję żeby mi cokolwiek dawał.. właściwie to czuję jakby tylko coś mi wyłączał, jakieś części umysłu, co sprawia, że inne się odblokowują.. ale to jakby mi już nic nie daje..

 

Badania nad psylocybiną

Jedną z rzeczy które lubię u Amerykanów, jest to, że mają naprawdę świetnie rozwiniętą naukę i sferę badania wszystkiego co się da. Oczywiście w pewnych punktach idzie to w złym kierunku i stąd powiedzonka o „amerykańskich naukowcach”, ale to drobna cena za to, że mają najlepsze ośrodki badawcze na świecie praktycznie w każdej dziedzinie. I wciąż przez jeszcze wiele lat to do USA się będzie jeździło na studia  a nie do Chin…

A przechodząc do rzeczy, po doświadczeniach z psylocybiną, które miałem jakiś czas temu, zainteresowało mnie, jakie doświadczenia mieli inni ludzie (szczególnie, że doświadczyłem tez bardzo silnego efektu terapeutycznego, który wciąż się utrzymał – po ponad miesiącu. I znalazłem między innymi taką ciekawą prezentację na temat badań nad psylocybiną – oczywiście prowadzonych przez Amerykanów.

Warto sobie obejrzeć. Czy doświadczenia mistyczne po psylocybinie są, jak mówi ten facet „identyczne” z tymi bez grzybów? Nie wiem i nie chcę jakichś rozstrzygających sądów. Mogę tylko wypowiedzieć się o własnym – dla mnie było całkowicie rzeczywiste i równoważne z doświadczeniami generowanymi np. przez medytację. Czyli uważam, że psylocybina otworzyła pewne okno… i dzięki temu to doświadczenie się pojawiło. Substancja tylko je uwolniła – a nie stworzyła. Tyle ode mnie, co do innych ludzi.. myślę, że to bardzo indywidualny temat i u każdego może być trochę inaczej..

Psylocybina w sobotni wieczór

Za mną pierwsza impreza z grzybkami  halucynogennymi Psilocybe  Cubensis , a minął już tydzień,  więc chciałbym w luźniej formie spisać wrażenia, doznania  i przemyślenia.

– dla wprowadzenia, było nas pięciu, których z oczywistych względów będę tu nazywał ksywkami aktualnymi wyłącznie na czas imprezy: Gospodarz (u niego w chacie się spotkaliśmy), Człowiek w Zielonym (ze względu na ubranie), Człowiek w Czerwonym (ze względu na ubranie), Trzeźwy (pierwsza porcja grzybów na niego nie zadziałała, musiał brać dokładkę), no i ja.

psilocybe cubensis– pierwsze co mnie nawet zaskoczyło, to że odczułem zmieniony stan świadomości już od pierwszych minut, w zasadzie już w trakcie spożywania grzybów. Być może wynika to z mojej bardzo dużej wrażliwości, a może był to efekt placebo. Normalnie grzyby zaczynają działać po pół godziny od spożycia (i wtedy też  faktycznie zaczął się prawdziwy odlot).

– kiedy ten właściwy odlot się zaczął, to było jak bezpośrednie połączenie z rzeczywistością. Kiedy grała muzyka, miałem wrażenie, jakby była jakaś wyższa siła która ją specjalnie dla mnie skomponowała. Jednocześnie nadal istniał taki poziom świadomości na którym wiedziałem, że istnieje zespół, który ją nagrał, wydawnictwo które ją wydało i kolega, który ją ściągnął z rynku torrent 😉 Ale jednocześnie miałem wrażenie, że za tym wszystkim jest siła, która tę muzę specjalnie dla mnie przygotowała, bym mógł właśnie teraz jej posłuchać.

– to uczucie bezpośredniego połączenia z rzeczywistością było dla mnie dominującym doświadczeniem całej grzybowej sesji. Było ono połączone z mocnym uczuciem bezwarunkowego szczęścia.

– generalnie, tak jak również mówią inni którzy mieli doświadczenia z psylocybiną, to czego doświadcza się po grzybach nie nadaje się do opisania. Wszelkie skojarzenia, siatki pojęciowe którymi posługujemy się w języku potocznym nie oddają przestrzeni w którą wprowadza psylocybina – jest to po prostu inny wymiar. Słowa które są w nie-psylocybionowej siatce skojarzeniowej nie oddają doświadczeń psylocybionowych.

– generalnie przez cały czas byłem totalnie świadomy wszystkiego, co działo się w pokoju, wszystkich interakcji, intencji i zachowań pozostałych uczestników grzybowego party.

– to było na tyle silne, że kiedy rozpocząłem rozmowę z Trzeźwym (który był wtedy przed dokładką, czyli faktycznie był trzeźwy), to rzeczy które mówiłem uznał za bardzo wartościowe. Rozmawialiśmy o lęku i dążeniu do transcendencji.

– koledzy uznali wręcz że przemawia przeze mnie jakaś wyższa siła.

– przez pewien czas brałem udział w rozmowach z pozostałymi, a później przestałem i po prostu siedziałem, patrząc się za okno. Przez cały ten czas byłem w stanie doskonałego błogiego szczęścia. Również w drugiej części, jeżeli ktoś do mnie mówił, to odpowiadałem i brałem udział w interakcji. Tylko zniknęła mi chęć, by sam z siebie takie interakcje nawiązywać.

– w niektórych momentach miałem wrażenie, jakbym miał seks z samą rzeczywistością, ten bezpośredni kontakt o którym pisałem wcześniej miał charakter totalny, intymny.. a miejscami właśnie seksualny

– na przykład podczas jedzenia owoców (był ananas i truskawki), miałem chwilami wrażenie podobne jak podczas całowania dziewczyny

– jednym z pobocznym motywów był… czas. W jakiś sposób sam koncept czasu sprawiał mi problem. Trudne było dla mnie to, że czas istnieje i że żeby zrobić różne rzeczy, muszę „zużyć” czas. To mogło być w jakiś sposób związane z zaburzeniami motoryki i problemami z poruszaniem się. Na przykład kiedy na stole leżał talerz z kawałkami ananasa to miałem „ogromny problem”, żeby po niego sięgnąć, bo musiałbym wstać i wykonać aż dwa kroki. Kiedy więc udało mi się wyartykułować wobec „Osoby w Czerwonym” prośbę o podanie tego tależa (choć nie wiem czy to nie on po prostu domyślił się o co mi chodzi), to poczułem się jakby udało mi się ominąć czas.. ominąć prawa fizyki… lub coś w tym rodzaju.

– potem koledzy zrelacjonowali mi, że zdarzało mi się rozpoczynać jakąś wypowiedź… i kończyć ją po pół godziny. Tego kompletnie nie byłem świadomy w trakcie „imprezy”.

– ważne: w czasie przed grzybową imprezą dużo pracowałem i żyłem w sporym stresie i lęku. Jako „efekt po” zauważyłem że bardzo, bardzo znacznie zmniejszył mi się poziom tego lęku. Ten efekt pojawił się od razu po narkotykowej sesji i utrzymuje się do dziś (tydzień po).
To tak z grubsza. Całkiem sporo tego jak na trzygodzinną sesję.